Witam! Zamieszczam tutaj kawałek napisanej przeze mnie książki. Proszę ją skomentować w komentarzach.
Jeśli wam się spodobało możecie bezpłatnie zamówić dalszą opowieści w dziale Newsletter
Prolog
Prolog
Był 1 luty. Caroho stał na szczycie wieży. Zastanawiając się, wodził wzrokiem po białym, zaśnieżonym miasteczku. Miał czarną długą brodę, siwe włosy, dość mały nos i kamienne spojrzenie w brązowych oczach. Ubrany był w czarnobrązową pelerynę powiewającą na wietrze. Wyglądem i ubiorem przypominał mędrca pomijając fakt, że na ręku nosił zegarek.
Caroho zerknął w górę. Całe niebo było białe od chmur. Zobaczył lecącego brązowego ptaka. Znowu spojrzał się w dół. Chciał znaleźć na tle zimowego miasta szkołę. W końcu znalazł ją. Znajdowała się pomiędzy szpitalem, a blokiem mieszkal- nym. Był to duży budynek z wieloma oknami. Dach był spadzisty, czerwony i przysypany śniegiem. Ściany miały morski odcień. Dziedziniec szkolny był opusto- szały.
- Z pewnością jeszcze trwają lekcje - pomyślał.
Zaczął nucić jakąś starą piosenkę Elvisa Presleya, lecz po chwili znowu powrócił do rozmyślania. Zastanawiał się, czy nastał już odpowiedni czas, czy chłopak będzie gotów? Jego intuicja podpowiadała mu, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale chłopiec miał dopiero 12 lat. Mężczyzna był cały czas niepewny.
Nagle wyrwał go z zamyślenia donośny dźwięk dochodzący ze strony szkoły. To rozbrzmiewał szkolny dzwonek wzywający do zakończenia zajęć.
- Już czas - podjął decyzję - Tak, już czas… - mówiąc to zdjął z ręki zegarek i rzucił nim mocno w stronę szkoły. Zegarek wleciał przez okno do szatni i wpadł do kieszeni jakiejś kurtki.
Kiedy to zrobił zaczął padać śnieg, ale jego już tam nie było.
- 1 -
Rozdział 1
- Dryyyyyyń - wołał szkolny dzwonek na zakończenie lekcji - Dryyyyyyyń…
Wszyscy uczniowie cieszyli się, ponieważ był to ostatni dzień szkoły przed feriami.
Radość tę dopełniał świeży śnieg, który spadł rankiem. Wszyscy chcieli urządzić bitwę na śnieżki.
- Ej, Will! - zawołał Henry. Był to niski i otyły chłopiec. Miał brązowe włosy opadające na zielone oczy, pulchne policzki i szerokie usta(niektórzy twierdzili, że wargi rozepchał sobie ciągłym jedzeniem). - Idziesz na bitwę na śnieżki? - zapytał.
Podczas, gdy Henry był gruby i niski, Will był wysoki i chudy. Miał niebieskie o-
czy, które cały czas wszystko obserwowały. Od dużej głowy lekko odstawały uszy. Chodził wyprostowany. Chłopiec był zawsze uśmiechnięty. Kiedy trzeba było wykazywał się sprytem i inteligencją.
- Dobrze - odpowiedział Henry’emu. - A są dozwolone jakieś sojusze?
- Nie wiem, ale chyba tak.
- To chodź znajdziemy Marka, Jacka i Josha. Oni są dobrzy w te klocki… Mam tylko nadzieję, że nikt już nie zawarł z nimi sojuszu - dodał po chwili namysłu.
- Więc lepiej się pośpieszmy.
Chłopcy szybko zarzucili kurtki, założyli rękawiczki i wciągnęli na nogi zimowe bu-
ty. Wybiegli na dziedziniec szkolny. Ku ich zdziwieniu nikogo tam nie było.
- Gdzie się wszyscy podziali? - zapytał Henry.
- Nie wiem.
- A co to?
- Co?
- No to w twojej kieszeni.
- Jakiej kieszeni?
- No w kieszeni kurtki. Co tam masz?
Will pomacał po kieszeniach i coś wyczuł. Wyjął to coś z kieszeni i… nie mógł uwierzyć własnym oczom: w jego ręku znajdował się zegarek ze szczerego srebra wy-
sadzany brylantami. Miał dwie wskazówki godzinową i minutową. Założył go na rę- kę i przekręcił wskazówkę godzinową. Nagle poczuł dziwne wibracje. Pomyślał, że to chyba zegarek, ale dlaczego zegarek miałby wibrować? Nie zdążył odpowiedzieć na to pytanie, bo ogarnęło go zimno.
- Will! Will! - zaczął krzyczeć Henry - Will, nic ci się nie stało?!
- 2 -
- Nie, nic mi się nie stało. A czemu pytasz?
- Nagle stałeś się blady i zacząłeś się… - nie dokończył bo nagle uderzyła go kulka śnieżna.
- Bitwę czas zacząć! - dało się słyszeć z drugiego końca dziedzińca.
W jednym momencie cały dziedziniec zmienił się w poruszającą się wielką, białą plamę. W mig Will i Henry zapomnieli o zdarzeniu z zegarkiem i też przyłączyli się do wojny na śnieżki.
- Szybko schowajmy się - krzyknął Will do Henry’ego
- Ale gdzie?
- Tam za tą górką.
Obaj szybko pobiegli w stronę górki usypanej prawdopodobnie przez woźnego. Na szczęście nikt nie zwrócił na nich uwagi. Ostrożnie wyjrzeli zza nasypu. Bęc! Śnieżka uderzyła Henry’ego.
- To co robimy? - zapytał Will - Wracamy tam czy przeczekamy największy ostrzał tutaj?
- Poczekajmy chwilę tutaj. Zaraz wyjdziemy.
- Dobra.
Niedługo potem powrócili na pole bitwy. Henry znów stał się głównym celem ostrza-
łu. Nie było to dziwne, ponieważ był łatwą zdobyczą, poruszał się wolno i był otyły.
Po paru minutach na dziedzińcu zostało nie więcej niż 15 osób, większość pouciekała do domów. Will i Henry bronili się dzielnie i zostali jeszcze na zakończeniu bitwy.
Każdy był czerwony i spocony. W pewnym momencie parę gałek poleciało w stronę Willa. Mimo woli podniósł do góry rękę, na której był zegarek. W tej samej chwili stały się dwie rzeczy: kule, które leciały w stronę Willa zmieniły kierunek i poleciały w stronę twarzy właścicieli. Po chwili ze śniegu wyłoniło się kilkanaście śnieżek i każda uderzyła w inną osobę. Will szybko opuścił rękę i znowu poczuł to nieprzyjem-
ne zimno.
- C-co-o się sta-ał-o? - wykrztusił.
- To raczej ty nam powiedz - powiedział Jack.
- Ja-a nie wiem.
- Przecież ty odwróciłeś kierunek lotu śnieżnych kulek - stwierdził Henry - i wyczarowałeś nowe. - dodał po chwili.
- Naprawdę nie wiem co się stało. Podniosłem rękę do góry i wtedy…
- Zaraz, zaraz… podniosłeś do góry tą rękę na której był zegarek? - zapytał Henry.
- Tak, a bo co?
- 3 -
- Bo może to zegarek, a nie ty czaruje - stwierdził dobitnie Henry.
- Coś ty zegarek czaruje - zaczął śmiać się George - A może jeszcze z nieba zacznie padać śnieg wielkości piłek do koszykówki? To iluzja, specjalnie to przygotowaliście, żeby nas nastraszyć. Chodźcie chłopaki, idziemy.
Dało się słyszeć pomruki niezadowolenia, a po chwili dziedziniec opustoszał. Zostali tylko Will i Henry.
- Henry ja naprawdę nie wiem co się stało.
- Wierzę ci. Musimy szybko odkryć co się tak naprawdę stało, ale to już jutro. Teraz idę do domu.
- Dobrze. Ja też idę, a jutro po szkole pójdziemy do „Secret Hill”, tam się naradzimy.
„Secret Hill” było tajnym domkiem na drzewie zbudowanym przez Willa i Henry’ego. Domek mieścił się w lesie. Nikt poza nimi nie wiedział o jego istnieniu.
- Ok, jutro po szkole, a teraz idę do domu, bo przez tą bitwę zgłodniałem.
- Ty zawsze jesteś głodny - uśmiechnął się Will.
- Nieprawda, nie zawsze.
Chłopcy przekomarzali się jeszcze przez chwilę i poszli do domów. Przez dalszą część dnia nie stało się nic dziwnego.
- 4 -
Komentarze do tej strony:
| Komentarz pochodzi od: | 11.04.2012 19:26:37 |  gameplpl Offline | Extra! Wejd¼ na gameplpl.pl.tl
 |
| Komentarz pochodzi od: | 13.01.2012 16:45:04 |  prawolewo Offline | fajne no  |
| Komentarz pochodzi od: | 13.01.2012 14:37:01 |  ipwndawm Offline | Bardzo fajna ksi±æka ale jeszcze lepsza stronka :P:P  |
|
Dodaj komentarz do tej strony: